Jaki lepszy sposób, aby świętować wiosennym słońcem, niż nowe wydanie w języku hiszpańskim! Dziękuję całemu zespołowi w @editorialplaneta za sprawienie, że to się stało i mam nadzieję, że osoby mówiące po hiszpańsku się tym cieszą ☀️ 📕 #loscartier #thecartiers
W 1969 roku Cartier kupił diament o masie 69,42 karata na aukcji za 1,05 miliona dolarów. Prasa spekulowała, że trafi do Jackie Onassis. Trafił do Richarda Burtona — dla Elizabeth Taylor.
1969 Nowy Jork, 23 października. 'NAPRAWDĘ PIĘKNY KAMIEŃ - Ten pierścionek z diamentem o masie 69,42 karata jest wystawiany w czwartek w galeriach Park-Bernet po tym, jak został kupiony za 1,05 miliona dolarów przez Roberta Kenmore'a, przewodniczącego zarządu Kenton Corp., która posiada Cartiera. Spekulowano, że następnym właścicielem pierścionka będzie Jacqueline Kennedy Onassis, chociaż rzecznik prasowy Cartiera odmówił ujawnienia, czy firma ma klienta na ten klejnot, a nawet przyznania, że firma go kupiła.'
Miło było znaleźć ten artykuł i zdjęcie sprzed kilku dziesięcioleci. Jak napisałam w The Cartiers, aukcja tego ogromnego diamentu była niezwykła, a niemal natychmiast po tym, jak Cartier go kupił, sprzedał go Richardowi Burtonowi, który podarował go Elizabeth Taylor. Wystawiony w Cartier Nowy Jork przed przekazaniem słynnej hollywoodzkie ikonie, przyciągał ogromne tłumy (2. i 3. zdjęcia). Niedługo potem rzemieślnicy z Cartier Londyn wspominali, że aktorka przyszła do warsztatu ponad 175 New Bond Street, aby zrobić pierścionek na nowo i wypolerować go, kategorycznie odmawiając wypuszczenia go z rąk choćby na sekundę, podczas gdy rzemieślnicy musieli zachowywać się, jakby było to nic nadzwyczajnego, że hollywoodzka ikona stoi nad nimi podczas pracy.
Później #ElizabethTaylor miała ten kamień (przemianowany na #taylorburtondiamond), zamontowany na nowo jako naszyjnik, który nosiła na Oscarów w latach 70. (4. zdjęcie). Burton ironizował «ten diament ma tyle karatów, że prawie jest turnikiem», a Taylor przyznała «nawet dla mnie był za duży».
Cudownie spędzone dni w Pradze — dość surrealistyczny moment w mojej telewizji noszące moje imię, maszerujące gwardy, zegary astronomiczne i czeska premiera książki The Cartiers.
Cudownie spędzone dni w Pradze 🎄 Dość surrealistyczny moment w mojej telewizji noszące moje imię, maszerujące gwardy, zegary astronomiczne, muzyka, widoki z wież kościołów, jarmarki bożonarodzeniowe i premiera książki #thecartiers w języku czeskim wraz z tłumaczeniem symultanicznym! Dziękuję wszystkim, którzy przyszli. Jakie magiczne miasto, uwielbiam je.
Kiedy zapytałam mojego dziadka, Jean-Jacques'a Cartiera, jakie dzieło był najbardziej dumny, że stworzył, jego odpowiedź mnie zaskoczyła. Ten krótki film opowiada moją podróż w poszukiwaniu niezwykłej biżuterii, o której mi opowiadał.
W 1966 roku Księżna Lilian de Rethy, siostra mojej babci, zwróciła się do Jean-Jacques'a z niezwykłą wizją. Pasjonująca się stakami i ich ochroną, jej marzeniem było pełne trójwymiarowe przedstawienie głowy staga w formie broszki, całkowicie pokrytej klejnotami.
To nie była zwykła komisja; była to tak technicznie wyzwaniem, że większość warsztatów by ją odrzuciła. Musiała być realistyczna, lekka i noszona, ale jednocześnie wystarczająco mocna, aby bezpiecznie trzymać wszystkie drogocenne kamienie bez widocznego metalu. Dla tak ważnego dzieła – miała być prezentem z okazji 25-lecia rocznicy od męża – i skomplikowanego, wiedziała, że tylko jej doskonałościowy szwagier będzie w stanie uczynić jej wizję sprawiedliwą.
Każdą część wykonywali ręcznie mnożyni wykwalifikowani rzemieślnicy. Obudowa platynowa została dosłownie wkuta w kształt – nic nie było odlewane. Montaż był wyzwaniem, ponieważ w przeciwieństwie do większości biżuterii, to było w pełni trójwymiarowe i wymagało dużej umiejętności, aby niewidocznie montować w trudno dostępnych miejscach, takich jak wewnątrz uszu. Jeśli chodzi o poroża, mój dziadek znalazł prawdziwe poroże jelenia i wziął je do pociągu dojazdowego do Londynu, aby grawer mógł skopiować dokładnie jego szorstką teksturę!
Lata później spotkałam rzemieślników, którzy pracowali dla niego w English Art Works, warsztacie Cartier London. Kiedy zapytałam, z czego byli najbardziej dumni, że stworzyli, dali tę samą odpowiedź: broszka ze stagem.
Przyszła mi do głowy idea – a co jeśli mogłabym ponownie zjednoczyć tych rzemieślników z ich arcydziełem? Skontaktowałam się z moją kuzynką Esmeraldą, córką Księżnej Lilian, i cudownie zgodziła się sprawić, że to zjednoczenie się stanie rzeczywistością.
Ten film ukazuje ten emocjonalny moment, gdy artysta spotyka dzieło sztuki dziesięciolecia później – ujawniając głębokie osobiste połączenie, które przekracza czas. Historia, w której rodzinne dziedzictwo spotyka się z niezwykłą pracą rzemieślniczą, i gdzie dążenie do doskonałości stworzyło coś naprawdę ponadczasowego.
Taka przyjemność przemawiać ponownie w V&A — tym razem całkowicie o Cartier London i tych magicznych nieznanych historiach od mojego dziadka Jean-Jacques Cartier i wspaniałych rzemieślnikach, którzy tam z nim pracowali.
Taka przyjemność przemawiać @vamuseum ponownie wczoraj wieczorem. Tym razem całkowicie o Cartier London i tych magicznych nieznanych historiach, które miałam szczęście poznać od mojego dziadka Jean-Jacques Cartier i kilku wspaniałych rzemieślników, którzy tam z nim pracowali. Zawierała również podgląd nadchodzącego filmu o fantastycznej biżuterii Cartier London, którą mój dziadek wykonał dla swojej szwagierki, księżniczki Lilian de Rethy z Belgii. Oto fragment, aby wzbudzić apetyt! Więcej już wkrótce...
Inspiracja dla innowacji — te diamenty i platynowe broszki Cartier wykonane dla Sir Ernesta Cassela mogły być genialnie połączone, tworząc stomacher, naszyjnik, ozdobę corsage'u lub tiara.
Inspiracja dla innowacji... Te diamenty i platynowe broszki Cartier kupił Sir Ernest Cassel, brytyjski finansista i przyjaciel króla Edwarda VII, pod koniec 1903 roku jako prezent dla swojej siostry Bobby. Typowe dla wynalazczego podejścia Louisa Cartiera, mogły być genialnie połączone na wiele sposobów, tworząc stomacher, naszyjnik, ozdobę corsage'u lub tiara, a nawet miały małe śrubokręty ze śrubą nakrętką (4. obraz z książki Cartier Collection jewellery pokazujący możliwości naszyjnika i tiara).
Historycznie były one nazywane broszkami 'fern-spray', ale na obecnej wystawie Cartier @vamuseum w Londynie są określane jako wisteria i pokazywane obok przekonującego rysunku wiszących liści wisterii z 'Le Japon Artistique' (drugi obraz), jednej z wielu ilustrowanych książek, które bracia i ich zespoły projektowe wykorzystywały do inspiracji. A ponieważ wisteria jest teraz w pełnym rozkwicie w słonecznej Anglii, pomyślałam, że postawię je obok siebie.
Przekraczająco spektakularne osobiście - zdjęcie nie oddaje mu sprawiedliwości, sposób, w jaki łapie światło i jest genialnie ustawione - zdecydowanie warte zobaczenia osobiście, jeśli możesz!
Fantastyczny wieczór otwarcia w V&A na wystawie Cartier. Przytłaczająca ilość błyszczących dzieł na wystawie, szczególnie z tych złotych lat na przełomie XIX i XX wieku.
Fantastyczny wieczór otwarcia @vamuseum na wystawie Cartier wczoraj wieczorem. Przytłaczająca ilość błyszczących dzieł na wystawie, szczególnie z tych złotych lat na przełomie XIX i XX wieku, kiedy klejnoty były niezbędne i noc spędzona w towarzystwie wyższych sfer wymagała błyszczącego tiary (czyż by to nie było zabawy?)
Kuratorzy @helenmolesworth i @rgarrahan prowadzą odwiedzających w podróż przez wiele tematów pełnych klejnotów – od pochodzenia stylu Cartier i wyboru kamieni szlachetnych, po królewskich klientów i rzadkie zegarki.
Przechodzenie przez wiele sal naprawdę podkreśla zdumiewającą szerokość i głębię rzemiosła Cartier: od broszek, bandeau i zegary mystery, do obiektów sztuki, etui do pudru i naszyjników maharadży. Sporo błysku i gwiezdnego pyłu, z częściami, które należały do Grace Kelly, Elizabeth Taylor, Jackie Kennedy i nawet zegarek pożyczony przez @feliciathegoat dzisiaj.
Puntem kulminacyjnym było zobaczenie dzieł wraz z oryginalnymi projektami i źródłami inspiracji, które ożywiają proces twórczy. Przypomnienie, że podczas gdy te wspaniałe klejnoty mogą się skończyć na czerwonym dywanie, zostały zrodzone z ciężko pracujących początków: surowy talent pielęgnowany przez wiele lat i to nieustanne dążenie do oryginalności: "nigdy nie kopiuj, tylko twórz".
Więcej później - wracam tam dzisiaj wieczorem! - ale kilka zdjęć, aby dać pojęcie na razie (i mały film, który był dość emocjonalny do zobaczenia mojego dziadka pokazującego Prince'owi Filipowi okolicę 175 New Bond Street dawno temu).
Kolejna wspaniała biżuteria Cartier odkryta w Waszyngtonie — 4-pasmowy naszyjnik z naturalnych pereł wykonany dla Marjorie Merriweather Post w 1936 roku z najbardziej oszałamiającą grzbietową ozdobą z diamentów.
Jeszcze jedna wspaniała biżuteria odkryta w Waszyngtonie w tym miesiącu. Ta została wykonana dla jednej z najlepszych amerykańskich klientek Cartiera, Marjorie Merriweather Post, w latach 30. XX wieku, kiedy moda dyktowała noszenie wieczorowych sukni z odsłoniętymi plecami oraz wspaniałych naszyjników na grzbiecie. W tym przypadku 4-pasmowy naszyjnik z naturalnych pereł wykonany przez Cartier New York w 1936 roku miał najbardziej oszałamiającą grzbietową ozdobę z diamentów. Uwielbiam go. Na drugim zdjęciu widać, jak Post nosiła ten naszyjnik podczas jednej ze swoich słynnych kolacji w Hillwood.
W latach 60. Post zdecydowała się zmienić ten naszyjnik, zamieniając naturalne perły na perły hodowlane. Nie wiem dokładnie dlaczego, być może naturalne perły przekształciła w inne naszyjniki dla swoich córek.
Having written about this piece in my book, it was really special to see it close up at the Fragile Beauty exhibition @hillwoodmuseum, thank you to super-knowledgeable curator @wzeisler for showing me around. Really recommend checking out the exhibition if you're anywhere near Washington – it's all about the wonders of the sea so includes some fantastic pearls, among other wonderful pieces. Also such fun to wander around Hillwood (Post's Washington residence), feels like stepping back in time to a very glamorous age.
A jakie są wasze myśli na temat tego naszyjnika? Uważacie, że powinniśmy przywrócić całą modę na naszyjniki na grzbiecie?
Zawsze miło widzieć Diament Hope w Smithsonianie — jedna z tych historii badawczych, gdzie rzeczywistość wydawała się bardziej fikcją, obejmująca ten ogromny rzekomo przeklęty niebieski diament i niezwykłe techniki sprzedaży, które musiał zastosować Pierre Cartier.
Właśnie wróciłam z Waszyngtonu. Zawsze miło widzieć #hopediamond @smithsonian. Przez krótki czas przebywał w mojej rodzinie kilka pokoleń wstecz, gdy Pierre Cartier go kupił i przerobił na naszyjnik, który zachwycił Evalyn Walsh McLean. Jedna z tych historii, które badałam do mojej książki, gdzie rzeczywistość wydawała się bardziej fikcją…obejmująca ten ogromny rzekomo przeklęty niebieski diament o niesławnej przeszłości, niezwykłe techniki sprzedaży, które musiał zastosować Pierre, aby sprzedać naszyjnik, wielkiego doga, który nosił go wokół szyi, proces sądowy, który był straszny dla Cartiera i opowieść o dramatycznym błysku światła oznaczającym moment, gdy kamień został błogosławiony w kościele.
Jak zawsze, wspaniale zobaczyć go z bliska, a także tyle innych wspaniałych biżuterii w @smithsoniannmnh
Kilka miesięcy temu wyruszyłam, aby pójść śladami mojego pradziadka na Bliskim Wschodzie. Bez większych wyobrażeń na temat tego, co mnie czeka (wszakże minęło blisko sto lat), miałam nadzieję, że będę wędrować tymi samymi ulicami, szukać pereł tak jak on, a także – spełnić długo karmiący mnie sen – spotkać potomków handlarzy perłami, którzy siedzieli obok bardzo elegancko ubranego Jacques'a Cartiera na czarno-białej fotografii z mojego gabinetu. Nie spodziewałam się, że ta podróż – i ludzie, którzy ją towarzyszyli – wpłyną na mnie w taki sposób, a na pewno nie, że wyląduje w gazetach, w telewizji, a nawet spowoduje rekordzistyczne szybkie wydanie arabskiego wydania The Cartiers (które będzie za niedługo, bo już w przyszłym tygodniu, zainaugurowane na Abu Dhabi Book Festival!)
Bahrajn, który na początku poznałam, wydawał się zupełnie inny od tego, który opisywał Jacques w swoich dziennikach. Zamiast pustyni i osłów były ruchliwe drogi i wieżowce (choć ostatecznie znaleźliśmy osła!). Tylko głębokie błękitne morze było stałą wartością. Podobnie jak Jacques, wybierałam się łodzią na poszukiwanie pereł, ale w przeciwieństwie do niego, próbowałam nurkować sama: najpierw na mieliznach z maską i rurką, a później, głębiej w oceanie ze sprzętem do nurkowania (musiałam przezwyciężyć swój strach przed głębokim nurkowaniem!). Każdą muszlę, którą znajdowałam, umieszczałam w siatce, którą nosiłam – proces, który w ciągu ostatniego wieku niewiele się zmienił.
Z powrotem na łodzi pokazywano mi, jak szukać perły wewnątrz muszli, otwierając ją szerokim tępym nożem i delikatnie wydobywając klejnot z jego galaretowatego domu. Jacques mówił o tym, że spędzał całą grę na łodzi i nie znalazł ani jednej godnej uwagi perły. My znaleźliśmy kilka, ale były bardzo małe. Później w Jewellery Arabia zobaczyłam wiele więcej, zakochując się w tym zjawiskowym szaliku z pereł (poniżej) od Mattar Jewelers, rodzinnego biznesu, którego przodkowie spotkali Jacques'a 112 lat wcześniej w jego poszukiwaniach naturalnych pereł.
W moją ostatnią noc zorganizowana została kolacja przez DANAT (Bahrain Institute for Pearls and Gemstones), aby wprowadzić niektórych potomków handlarzy perłami, których znał Jacques. Przy drinku spotkałam tych, którzy później będą razem ze mną recreate'ować zdjęcie, wraz z ich rodzinami. Było to emocjonujące – bardziej niż się tego spodziewałam. Mam szczęście wygłaszać wiele wykładów na całym świecie, ale kiedy zostałam poproszona, aby powiedzieć kilka słów przed tymi pełnymi przychylności twarzami pod gwiazdami arabskiego nieba, poczułam się przytłoczona. Trudno było znaleźć słowa, aby wyrazić to, co czuję: że nici historii, które starałam się zrozumieć i tropić przez tak długi czas, w tym właśnie momencie ponownie się łączyły.
Ustawiono ławki, aby replikować te z oryginalnej fotografii, i pięcioro z nas zajęło swoje miejsca (dosłownie starając się naśladować dokładny sposób, w jaki nasi przodkowie krzyżowali nogi). Ale wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że nie do końca jest dobrze – brakowało mi papierosa, który Jacques miał na zdjęciu, komuś innemu brakowało laski, właściwego szala... czym pędem pomocni ludzie z obserwującej nas publiczności poszli szukać przedmiotów. Byłam całkiem zadowolona z tego czasu, ponieważ dał nam pięcioro szansę, aby porozmawiać, śmiać się i potwierdzić to otrzęśnienie z poczucia połączenia. Możliwe, że nie znaliśmy osobicie naszych pradziadków, ale siedząc tutaj, w tym samym kraju, w którym siedzieli oni, dzieląc się historiami ze sobą nawzajem, przywracaliśmy ich historię – i związki, które nawiązali – z powrotem do życia. Jest coś potężnego w tym.
Wyruszyłam, aby zbadać historię, ale nie spodziewałam się, jak bardzo to doświadczenie mogłoby wzbogacić moją teraźniejszość. Chciałam tropić budynki i motywy, które Jacques fotografował, aby lepiej zrozumieć proces tworzenia pereł i źródła inspiracji, które znalazł na Bliskim Wschodzie. Niektóre rzeczy znalazłam, inne nie, ale może dzielę się genem globtrotterskiego mojego pradziadka, ponieważ pokochałam to wszystko. W Omanie odwiedziłam pustynię i byłam przytłoczona jej ogromnością, poczuciem spokoju, sposobem, w jaki nie zmieniała się przez tak długo. W swoim dzienniku Jacques mówił o spotkaniu sułtana, "człowieka urokliwego i bardzo oświeconego", w Muskacie w 1912 roku. Wiek lub tak później, również w Muskacie, na tle oszałamiającego górskiego krajobrazu i zachodzącego słońca w Shangri La, wygłosiłam wykład z HH Princess Basma Al Said, genialną założycielką pierwszej kliniki zdrowia psychicznego w Omanie, o historii naszych przodków.
W przyszłym tygodniu, wbrew wszystko, będę inaugurować arabskie wydanie 'The Cartiers' w Abu Dhabi i Dubaju. Z czasami obcymi edycjami zawsze się uczy: to doświadczenie było niezwykle szybkie i doprowadziło do pewnych fascynujących wymian z tłumaczami (rzadko ktoś czyta twoje słowa tak uważnie). Dowiedziałam się również, jak szczęściara jestem, że miałam taką okazję, ponieważ nie wiele książek jest tłumaczonych na arabski (badania ONZ z 2003 roku szacowały, że tylko ok. 10000 książek zostało przetłumaczonych na arabski w ostatnią tysiąc lat!). Moje wydawnictwo, Kalima, inicjatywa Tourism and Culture Authority, zostało założone w 2007 roku, aby to zmienić: jego wpływ już się zaznaczył: 20 lat temu, tylko ok. 300 książek rocznie było tłumaczonych na arabski, teraz to jest bliżej 10x tej liczby.
Było pouczające — na więcej niż jeden sposób — uczestniczyć w Watches & Wonders w Genewie w zeszłym miesiącu. Skoncentrowana na luksusowych zegarkami wysokiej klasy, ta impreza handlowa funkcjonuje od ponad trzech dekad, chociaż pierwotnie miała znacznie mniejszy format i inną nazwę (aż do 2020 roku nosiła nazwę SIHH).
W tym roku gościła 48 Maisons i przyciągnęła nie tylko prasę branżową, influencerów i okazjonalnych ambasadorów marek (Julia Roberts, David Beckham, Roger Federer to wymienić tylko kilku), ale także wystarczająco dużo CEO-ów konkurencyjnych światowej sławy luksusowych marek, aby uzasadnić restaurację tylko dla CEO wewnątrz.
Nie należę do żadnej z tych kategorii, ale nad moim następnym projektem badam historię zegarmistrzowstwa, a dla branży dzisiaj, to jest jedno wydarzenie, na które wszyscy wydają się zwracać uwagę. Chciałam zrozumieć dlaczego — więc kiedy pojawiła się okazja do udziału, chętnie ją wykorzystałam.
Położony w miejscu, które z zewnątrz wygląda jak ogromny parking (położony pomiędzy lotniskiem, autostradą i hotelem Ibis), centrum wystawiennicze Palexpo nie robi zbyt eleganckiego pierwszego wrażenia. A jednak przez jeden tydzień ta gigantyczna przestrzeń została przekształcona, aby evokować poczucie spokojnego luksusu od momentu wejścia: uśmiechnięty personel w beżowych garniturach i jasnobiałych trampkach gotów do pomocy w jakichkolwiek zapytaniach, szampan na wyciągnięcie ręki, i mnóstwo, mnóstwo luksusowych zegarków.
Od przemysłowego wejścia do hollywoodzkiego blasku w 60 sekund — Julia Roberts przyciąga tłumy.
Co do tego, istnieje wysokie bezpieczeństwo. Elektroniczna brama wejściowa wyświetla Twoje wstępnie zarejestrowane zdjęcie ID na ekranie (więc brak możliwości pożyczenia czyjejś przepustki!), ale po przejściu przez maszyny rentgenowskie w stylu lotniska, nagle czuje się to innym światem.
To niemal jak założenie zestawu VR i doświadczenie jednej z tych wirtualnych wiosek, gdzie marki wydają duże pieniądze na najlepsze umiejscowienie w Metaverse. Na lewo znajduje się duża niestandardowa "budynek" Rolex, na końcu jest znajomy logotyp Chanel, Van Cleef ma całą egzotyczną tematykę dżungli, Hermès podjęła odważną decyzję, aby nie wystawiać zegarków w swoich witrynach, a w Cartier przywitasz się mostem, który zwodniczy cię w kierunku tego roku Collection Privée — Tank Normale na opasce platynowej (zabawnie porównać ją z oryginalną wersją z lat 20. XX wieku na nadgarstku jednego kolekcjonera na targach).
Latające rzeźby w Hermès, nowy Tank Normale Cartier i tłumy w Chanel.
Ta impreza handlowa jest przeplatana szerokimi korytarzami wyłożonymi wielbłądnicą i wyposażona w bary i stoły, gdzie można zamówić trzy dania sprawnie serwowane w szklanych miskach na jednej tacy (wszystko za darmo), oraz fotele, w których można usiąść i porozmawiać lub po prostu nadrobić pracę. Istnieje również księgarnia sprzedająca błyszczące książki o zegarkach, photo booth i duża sala audytoryjna.
Obecowałam na kilku rozmowach: keynote'ach dużych marek na temat nowych premier, czasami z dodatkową atrakcją gwiazdy (Julia Roberts przyciągnęła duże tłumy, gdy pojawiła się na panelu w Chopard, podczas gdy Ryan Gosling pojawił się w zwiastunie krótkometrażowego filmu w Tag Heuer).
Gotowe na Instę przy wejściu i eleganckie ponowne uruchomienie Tag Heuer Carrera.
Był warsztat na temat zrównoważenia w przemyśle zegarków i biżuterii z reprezentacją na wysokim poziomie z Cartier (Cyrille Vigneron), Chanel (Frédéric Grangié) i Kering (Marie-Claire Daveu) oraz Watch and Jewelry Initiative 2023 (Iris Van der Veken). Była również rozmowa inauguracyjna, w której Jean Frédéric Dufour (W&W Foundation/Rolex) i prezydent rady stanu Mauro Poggia dzielili się spostrzeżeniami na temat wyzwań stojących przed branżą dzisiaj, zanim dołączyli do nich różni CEO marek, aby formalnie otworzyć imprezę.
Brak różnorodności na szczycie? CEO-owie na scenie podczas sesji inauguracyjnej.
To były fascynujące kilka dni — wiele wniosków. Oto trzy tematy, które zauważyłam.
1) Inkluzywność vs. ekskluzywność: Dla tego, co jest zasadniczo luksusowym salonie B2B i marketingowym dla mediów, było interesujące zobaczyć różne podejścia marek do ich stanów — rodzaj architektonicznego ucieleśnienia wartości marki. Niektórzy cię przywitali (w Jaeger-LeCoultre można było wejść, cieszyć się ciasta inspirowanym zegarem w kawiarni, porozmawiać z CEO Catherine Rénier, sprawdzić historię starszych Reversów, i zobaczyć pracujących specjalistów nowoczesnych zegarków), podczas gdy inni nie pozwoliliby ci przejść progu bez umówienia się ("Ale możesz zobaczyć nasze zegarki z okien na zewnątrz", powiedziała mi jedna Maison). Bez powiedzenia, woliłam bardziej inkluzywne podejście — i wyszłam czując, że rozumiem ethos i rzemiosło stojące za marką — chociaż być może ci z VIP-owymi spotkaniami lubili być w bardziej ekskluzywnym klubie.
Poznawanie sposobu testowania zegarków pod ciśnieniem w IWC, innym światem uczucie w Hublot i obserwowanie procesu ręcznego emaliowania w Jaeger-LeCoultre.
2) Dziedzictwo vs. innowacja: Wspólnym reflenem z prawie każdej marki było to, że ich nowe produkty były jednocześnie głęboko zakorzenione w dziedzictwie i niezwykle innowacyjne — i jakoś bardziej niż kiedykolwiek. Nie było zbyt wiele miejsca na powściągliwość, ani zbyt wiele uznania możliwego napięcia między tymi dwoma aspektami. Po stronie innowacji chętnie usłyszałabym więcej o zrównoważeniu w kategoriach rzeczywistych, konkretnych celów — tematu, który zasługuje na więcej czasu antenowego w dzisiejszym świecie.
3) Wyzwania branży: Dla branży, która nadal wydaje się prosperować (marki wydające kilka milionów tylko na bycie obecnym w W&W), wydawała się być niepokojąca podtekst, że ryzykuje stanie się nieistotna w erze, gdy milenialsi sprawdzają swoje ekrany po godzinę. Wiadomość od przewodniczącego W&W była taka, że marki muszą trzymać się razem i stale rozmawiać o nowych produktach i savoir-faire na takich imprezach, aby uniknąć "utraty tempa". Zegarki, jak zauważył, są "instrumentem do marzeń" — i ten sen musi być utrzymywany, inaczej ludzie wydadzą swoje pieniądze gdzie indziej.
Stare i nowe: kilka owalnych/baignoire'owych zegarków Cartier wykonanych 50 lat od siebie, 1949 JLC Reverso przedstawiający Króla Ramę, i Tag Heuer Carrera wczoraj i dziś.
W sumie, godny — i zabawny — tydzień. To również impreza, gdzie ci ze wspólnym zainteresowaniem zbierają się razem, i było miło widzieć kilku przyjaciół i poznać innych osobiście po raz pierwszy (lepsze niż wysyłanie wiadomości w mediach społecznościowych). Przy moim zainteresowaniu historią, również cieszyłem się widząc starsze części, które niektóre marki wybrały do wystawienia obok swoich nowych modeli — było zabawne porównać londyński owalny zegarek sprzed 50 lat wykonany za rządów mojego dziadka, Jean-Jacques Cartier, z najnowszym ovalnym/baignoire'owym Cartier na złotej bransolecie.
Dzielenie się historiami z kolekcjonerami i influencerami w Genewie, mieście zegarków.
Dla imprezy handlowej, która została nazwana "bez wątpienia najbardziej niedemokratycznym wydarzeniem, które branża zegarków organizuje" (Jack Forster, Hodinkee), myślę, że było wspaniałe, że w tym roku "salon" otworzył się dla publiczności przez ostatnią parę dni, a także że W&W rozprzestrzeniło się w całej Genewie, z różnymi rozmowami i wycieczkami po mieście przez cały tydzień. Sprawiało to, że czuło się bardziej inkluzywnie. W końcu, gdy spacerować po Genewie, zdajesz sobie sprawę, że to naprawdę miasto zbudowane z zegarków: tak wiele nazw marek na budynkach po każdej stronie jeziora to nazwy starych zegarmistrzów, wiele z nich będących własnością swoich dużych konglomeratowych spadkobierców, ale nadal działających silnie, nadal pracując każdego dnia, aby utrzymać ten sen przy życiu.
Wędrując w ślady mojego pradziadka na polowaniu na perły w Bahrajnie.
Dalej, będę pisać o mojej niedawnej podróży na Bliski Wschód w poszukiwaniu pereł. A także planuję następny webinar na czerwiec, aby zbiegł się z nadchodzącym arabskim wydaniem mojej książki — obserwuj to miejsce!
Otrzymuj ekskluzywne wiadomości o książce Cartierowie, nadchodzących wydarzeniach, nowych tłumaczeniach i najnowszych badaniach Francesci nad niezwykłą historią rodziny Cartier.
Szukaj w The Cartiers
↑↓ Nawiguj
↵ Otwórz
Esc Zamknij
Zacznij pisać, aby przeszukać całą zawartość
Spróbuj szukać pereł, Brytyjskiej Korony lub tajemniczych zegarów