
To mój dziadek, Jean-Jacques Cartier. Wiem, że jestem stronnicza, ale naprawdę był jednym z najhojniejszych, moralnych, życzliwych ludzi, jakich kiedykolwiek poznałaś — prawdziwym dżentelmenem.
Kiedy nagrywałam jego wspomnienia, odkryłam, że prowadził też fascynujące życie: był dzieckiem czasu pokoju urodzonym tuż przed końcem dewastującego Pierwszej Wojny Światowej, przeżył Szalonych Lat Dwudzieste, Wielki Kryzys i ukończył swoją praktykę w Cartier w Paryżu w ostatnich latach II Wojny Światowej, gdy klientami była m.in. terryfikujący (i umiłowany diamentami) Göring.
Oczywiście francuscy sprzedawcy nie chcieli obsługiwać okupantów nazistów, ale nie mieli wyboru — gdyby tego nie robili, Cartier byłoby przeniesione do Niemiec (i tak czy inaczej, było kilka prób to zrobić).
Kiedy przejął oddział londyński po wojnie, klientami Jean-Jacques'a była rodzina królewska — ta diamentowa broszka w kształcie kwiatu (ze 26-karatowym różowym diamentem Williamsona w centrum) pozostaje popularna u Królowej do dzisiaj (zobacz drugi obraz przedstawiający ją podczas spotkania z Obamami w Pałacu Buckingham). Księżna Małgorzata tak bardzo się nią zachwycała, że szybko zamówiła własną wersję w Cartier London.
Ale sprzedawanie dużych biżuterii w Londynie Swinging Sixties było trudne — nie było dużo bogactwa wokół, a ludzie buntowali się przeciwko status quo — dlatego Jean-Jacques, artysta z natury, skoncentrował się na projektowaniu bardziej praktycznych akcesoriów, takich jak pudełka i zegarki, na przykład zegarek Crash przedstawiony tutaj.
Historie tego zegarka krążyły w ostatnich latach — mój dziadek znajduje to raczej zabawne i opowiedział mi prawdziwą historię stojącą za jego powstaniem. Przeczytaj o tym i wielu innych wewnętrznych historiach w mojej książce "The Cartiers" — opublikowanej 100 lat po urodzeniu człowieka, który ją zainspirował.
Galeria Zdjęć

Ten artykuł został przetłumaczony z języka angielskiego. Przeczytaj oryginalny tekst angielski